Zbigniew Jaszek – Z Pokucia na Dolny Śląsk (cz. 4)

Z Pokucia na Dolny Śląsk, część 4: gospodarstwo Wojciecha Pokrywki.

(fot. najstarsze zdjęcie domu Wojciecha Pokrywki (ul. Kołomyjka), który po I Wojnie Światowej został przebudowany).

          Poza nielicznymi wyjątkami, osiedlający się w Majdanie Granicznym budowali domy i zabudowania gospodarcze z drewna. Stosowano przeważnie konstrukcję zrębową, która polega na układaniu belek poziomo jedna na drugą i łączenie ich w narożach za pomocą specjalnie wyciosanych wrębów. Podwaliny dębowe kładziono wprost na ziemi, niekiedy na podmurówce, pozostały materiał był najczęściej świerkowy. Taki drewniany dom, zbudowany przez dziadka Pokrywkę, w którym spędziłem dzieciństwo, pozostał na trwałe, jak na kliszy fotograficznej w mej pamięci. Zwrócony był frontem do południa, równolegle do ulicy, ale oddalony od niej około 30 m. Ten plac przed domem w kształcie prostokąta ogrodzony drewnianymi sztachetami przeznaczony był na ogródek kwiatowy. Główne wejście prowadziło przez furtkę w tym parkanie i przez ganek do bardzo szerokiej sieni, którą można było wyjść drugimi drzwiami na podwórze. Ta obszerna sień miała bardzo różne przeznaczenie.

W części południowej, oddzielonej w połowie długości przepierzeniem w rodzaju parawanu spełniała rolę przedpokoju, z którego drzwi w kierunku wschodnim prowadziły do dwóch pomieszczeń zajmowanych od roku 1930 przez moich rodziców. Przez drzwi przeciwległe wchodziło się do pokoju zajmowanego przez Dziadka i ciocię Kasię. W tylnej części sieni znajdował się piec kuchenny i piec chlebowy. Stąd niezależnie od oszklonych drzwi prowadzących na podwórze były jeszcze drugie w kierunku zachodnim do podręcznej spiżarki i dalej do obszernej komory, w części podpiwniczonej. Drugie schody prowadziły do góry na strych, nakryty dwuspadowym dachem z czerwonej dachówki. Dachy budynków gospodarczych poszyte były słomą. Później stara stajnia została zastąpiona przez nową, pokrytą dachówką. Po zachodniej stronie obejścia dziadek założył sad. W czasach, kiedy wspinałem się już na jego drzewa, nazywany był już starym sadem. Rosły tam jabłonie kilku odmian, trzy grusze, dwie czereśnie, dużo śliw i wiśni. Nowy sad zakładał już mój tato w ogrodzie warzywnym po wschodniej stronie obejścia. Od ulicy osłaniał go sztachetowy płot, a od strony parowu żywopłot świerkowy.

W pierwszym roku gospodarowania tak dużo roboty czekało na dziadkowe ręce, że o studni nawet nie myślał. Po czystą wodę do picia i gotowania chodziło się z wiadrami do sąsiada. Do mycia i prania, a także dla zwierząt, nadawała się woda z rzeki. Mimo to żona i teściowa ciągle dopominały się, aby studnię wykopać. Na wiosnę 1892 roku wyznaczono dla niej miejsce na środku podwórza, bo w tym miejscu bocian jakoby kopał ziemię. Miał to być dobry znak. W tym czasie we wsi pojawił się, nie wiadomo skąd przybyły, różdżkarz, który stanowczo odradził kopania w zaplanowanym miejscu, ponieważ to grozi wielką powodzią. Spowodować ją miała podziemna rzeka, której prądy i wiry płynące pod wielkim ciśnieniem uderzają w ujarzmiającą jej żywioł skałę. Różdżkarz, widząc że jego ostrzeżenie przyjmowane jest z niedowierzaniem, a nawet z drwiną, poprosił Dziadka, aby stanął na jego stopach. Dziadek usłyszał ten szum podziemnej wody i poczuł drganie ziemi pod wpływem jakiegoś podziemnego wodospadu. W ten sposób przekonani zostali i inni sceptycy.

Studnia została wykopana na miejscu wskazanym przez owego różdżkarza, na linii dzielącej podwórze i stary sad. Miała obudowę betonową i zadaszenie. Wiadra z wodą wyciągało się kołowrotem łańcuchowym. Jej tajemnicza głębia kryła jakąś tajemnicę, a od jej lustra odbijało się dźwięczne echo. Ta woda miała doskonały smak. Może była lekko zmineralizowana i być może zawierała także jakieś mikroelementy, które nadawały jej właściwości farmakologiczne. Dziadkowi bardzo brakowało tej wody, kiedy już jako 87-letni starzec tułał się razem z nami po wypędzeniu nas w czerwcu 1944 roku. Skarżąc się na słabość i dolegliwości przypominał sobie tę życiodajną wodę. Narzekał wówczas:
– Gdybym mógł napić się wody z mojej studni, od razu poczułbym się zdrowszy.
Ja także piłem tę wodę, az do pamiętnego czerwca 1944r i żadna inna nie miała już takiego smaku. Może tylko ta z Dobrego Źródła przy kaplicy św. Anny na zboczu Grabowca.

Z roku na rok powstałe na nowiźnie gospodarstwo Wojciecha i Agnieszki umacniało się. Ziemia dobrze plonowała. Powiększał się inwentarz żywy. W stajni oprócz konia, stały dwie krowy i jałówka. Agnieszka rozmnożyła dużo różnego ptactwa. Ożywiło się podwórko i parów. W Kołomyjce Jacek i Mikołaj łowili płocie, leszcze, okonie i szczupaki. Zapobiegliwy ojciec mając na względzie powiększającą się rodzinę kupił jeszcze „ tamto pole”, jeszcze nie do końca wykarczowane. Powierzchnia jego, zbliżona kształtem do kwadratu o bokach około 1000 i 200 metrów, rozciągała się od ulicy Kołomyjki za jej podwójnym zakrętem i w połowie jej długości i dochodziła do ulicy Głowackiego. Obszar ten przecinał parów porośnięty trawami łąkowymi, przez który płynęła Kołomyjka. Urwiste zbocza parowu jeszcze w latach czterdziestych porastały resztki lasu, najwięcej grabów, świerków i leszczyny. W czerwcu zbierało się tam dorodne pachnące poziomki, później maliny, grzyby i orzechy. Po dnie rzeki spacerowały raki.

W roku 1896 przyszedł na świat Janek, ostatni z serii synów, dwa lata później Kasia i od tego czasu rodziły się już tylko dziewczynki: Marysia-1903, Frania-1905, Wikcia – 1907 i Zosia – 1908.*

————————————————————————————————-
* ten fragment do końca nie jest ścisły:
Maria urodziła się w roku 1901, a między nią a Franciszką (ur. 1905) był jeszcze Józef (ur. 1903), który zmarł rok później.
Z kolei Zofia (ur. 1910) nie była ostatnim dzieckiem Wojciecha i Agnieszki – w roku 1910 urodziła się jeszcze Aniela (zmarła po urodzeniu), w 1911 – Józef , a w  1912 – Michał (obaj także zmarli zaraz po urodzeniu). (przyp. Łukasz Ragan).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: