Zbigniew Jaszek – Z Pokucia na dolny Śląsk (cz.1)

1912 r. – Wojciech Pokrywka z rodziną.

Cz. 1: Do Ziemii Obiecanej.

Ferdynand Antoni Ossendowski (1878-1945), pisarz i podróżnik, autor wielu utworów o charakterze przygodowo-egzotycznym, znany także z kilku opracowań krajoznawczych, wchodzących z skład cyklu „Cuda Polski”, w tomiku „Huculszczyzna” napisał: „ Niedalekood Kołomyi, w Kniażdworze przechował się największy w Europie rezerwat cisu, tego wymierającego już gatunku drzew, i wieś „Święty Józef”, zamieszkała przez Mazurów, którzy wykarczowali tu lasy i pobudowali osiedla na wzór wiosek, zwykłych dla Mazowsza”. Niestety słynny krajoznawca podał informację w części błędną. Zasugerował się słowem Mazury i nastąpiło skojarzenie z Mazowszem, bez uświadomienia sobie przyjętych na Pokuciu zwyczajów, że rolników polskich nazywano po prostu Mazurami, a ukraińskich chłopami. A więc nie z Mazowsza pozostającego w tym czasie pod zaborem rosyjskim, ale ze środkowej i zachodniej Galicji, autonomicznego już wówczas kraju austro- węgierskiej monarchii, ściągali, głównie zaprzęgami konnymi nowi osiedleńcy do swojej „ziemi obiecanej”.

Rodzinna wieś mego dziadka „po kądzieli” Wojciecha Pokrywki(1857-1945) leżała tuż przy granicy, która oddzielała zabór rosyjski od austriackiego. Był to Majdan Sieniawski, oddalony od najbliższego miasteczka Sieniawy około 15km w linii prostej. Z opowiadań dziadka o życiu w tych jego rodzinnych stronach zapamiętałem jeszcze inne miejscowości: Leżajsk, Lubaczów i Jarosław. Wspomnienia te często związane były z pobliską granicą i uprawianą dość powszechnie kontrabandą.Proceder ten w wielu rodzinach wkalkulowany był jako sposób na przeżycie. Galicja była bowiem krajem przysłowiowej nędzy, najuboższym spośród wszystkich ziem polskich. Patent cesarski z 1848 r. znosił wprawdzie pańszczyznę, ale bardzo małe i ulegające dalszemu procesowi rozdrobnienia gospodarstwa, nie mogły wyżywić swoich wielodzietnych rodzin.Galicja w tym czasie miała wyjątkowo gęste, rekordowe zagęszczenie w zaludnieniu wsi. Dominowała gospodarka naturalna, a niedorozwój przemysłu hamował odpływ zbędnej siły roboczej.  Z czasem, przynajmniej częściowo, tę trudną sytuację galicyjskiej wsi rozwiązała emigracja. Siermiężne życie mieszkańców wsi ukazuje literatura piękna przełomu XIX i XX wieku. Szczególnie tragicznie przeżywały swoją dolę sieroty i nikomu już niepotrzebni starcy. Takie okrutne stosunki w rodzinach potwierdza następująca przypowieść:

„Stara to u nas w Polsce przypowieść była
Która jeszcze z ust ludzkich dziś nie wywietrzyła
Iż mówią: łacniej ojciec albo matka biedna,
Uchowa dzieci dwadzieścia, będąc sama jedna,
A złych dzieci dwadzieścia, co Boga nie znają,
Jednego ojca, matki snadź nie uchowają”.

Wojciech Pokrywka urodził się zaledwie 11 lat po znanej z historii rebelii chłopskiej, kiedy pamięć tych wydarzeń była jeszcze bardzo żywa. Dla chłopów wystąpienie Jakuba Szeli było zemstą za doznane od panów krzywdy, za poddaństwo i pańszczyznę. Dlatego opowiadali się po stronie „dobrego cesarza”, który zniósł pańszczyznę, a przeciw panom polskim, którzy nie zdobyli się dobrowolnie na taki gest. Zresztą taka postawa wsi wobec zaborców była zjawiskiem ogólnopolskim. Świadomość narodowa mojego Dziadka nie odbiegała od świadomości jego współziomków. Dopiero w wolnej Polsce stał się szczerym patriotą. Należy przypuszczać, że największy wpływ na jego osobowość i cechy charakteru wywarł kościół. Przez całe życie był człowiekiem głęboko religijnym, a przykazania boskie i kościelne ukierunkowały jego postępowanie w życiu codziennym. Naukę szkolną zakończył zaledwie na szczeblu elementarnym, nie czytał książek ani gazet, ale przejawiał mimo to zainteresowanie wydarzeniami w kraju i za granicą. Odznaczał się dobrą pamięcią i lubił opowiadać różne ciekawe historyjki wzięte z życia. Był człowiekiem raczej średniego wzrostu o szczupłej, ale mocnej i kształtnej budowieciała. Zielono-szare oczy i ciemne włosy, pociągłą twarz zdobiły niezbyt bujne wąsy. Dbał o czystość osobistą, zawsze wygolony, nawet codziennie przy pracy. Krawatu nie nosił, nawet do kościoła, ale koszula nawet na dzień powszedni musiała być jeżeli nie biała, to bardzo jasnego koloru. Obdarzony był dużymi zdolnościami manualnymi, głównie w ciesielce, co potwierdził przy budowie domu i pozostałych zabudowań gospodarczych. Był przy tym wzorem pracowitości, zapobiegliwości i ładu w swoim gospodarstwie.

Tę powyższą bardzo pobieżną charakterystykę Dziadka skreśliłem na podstawie tego co zapamiętałem z życia we wspólnym domu do czerwca 1944 r., a potem w różnych miejscach naszej tułaczki. W roku 1881 Dziadek mój ożenił się z młodszą o trzy lata Agnieszką Urbanik. Z opowiadań cioci Kasi wynikało, że była to blondynka o niebieskich oczach i szczupłej budowie ciała. Oboje młodzi pochodzili z rodzin małorolnych i wielodzietnych. Panna młoda do wspólnoty małżeńskiej wniosła jako wiano 2 morgi niezbyt urodzajnej ziemi, tyle samo mąż. Tymczasowo zamieszkali w gospodarstwie Urbaników. Matka owdowiała kilka latwcześniej. Młody i pracowity mężczyzna bardzo potrzebny był w gospodarstwie. Na targu w Sieniawie kupił konia, który w zaprzęgu z koniem sąsiada umożliwiał samodzielną uprawę ziemi przez domowników. Nie trzeba było odrabiać przy żniwach czy wykopkach u bogatszych gospodarzy. Małżeństwo Wojciecha i Agnieszki okazało się szczęśliwe. W roku1882 urodził się Jacek, a następnie Mikołaj, Kazimierz i Andrzej. W dwuizbowej chacie robiło się ciasno. Młodzi zaczęli poważnie przymierzać się do budowy własnego domu i zagrody.Tymczasem wydarzyło się coś takiego, zupełnie nieprawdopodobnego, co przekreśliło te plany.

Pewnej niedzieli marcowej 1890 r. ksiądz z ambony odczytał komunikat Lwowskiej Archidiecezjalnej Kurii o organizacji osadnictwa na Pokuciu w powiecie kołomyjskim na bardzo korzystnych warunkach. Z ogłoszenia wynikało, że ziemię można tam nabyć trzykrotnie taniej niż tu w powiecie jarosławskim, a wiadomość jest godna zaufania, bo na czele Komitetu zajmującego się osadnictwem stoi ksiądz. Rzeczywiście inicjatywa wyszła od księdza Karola Przyborowskiego, który w latach 1880-1908 administrował parafią Kołomyja-Mariahilf. Był wybitnym patriotą i społecznikiem. Dostrzegał pilną potrzebę umocnienia polskości Pokucia wobec masowego napływu osadników niemieckich na te tereny i rosnącego zagrożenia rusenizacją Polaków rozproszonych po wioskach ruskich. Ksiądz Przyborowski stanął na czele Komitetu wykupu ziemi i osadnictwa, w skład którego weszli: leśniczy Józef Haski i Aleksander Stojałowski, wykształcony w Wiedniu. Wiadomość tak nieoczekiwanie spadła z ambony, została potwierdzona w dwutygodniku„Przyjaciel Ludu”. Natomiast ksiądz kończąc czytanie komunikatu dodał od siebie: „Wielu naszym parafianom żyje się w naszym Majdanie Sieniawskim ubogo, nie wszystkim na przednówku starcza chleba powszedniego. Może dobry Bóg zsyła wam obietnicę nowej Ziemi Obiecanej”. Jeszcze tego samego roku przed żniwami zebrała się grupa zainteresowanych, w której obok mego Dziadka znalazło się dwóch jego kuzynów Pokrywków: Jan syn Tomasza i Jan synAndrzeja.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: